poniedziałek, 1 lutego 2016

Nie karmię słoikami, bo jestem… egoistką!




Właściwie jedzeniem ze słoiczków, bo szkłem jeszcze nikt nikogo nie wyżywił.
Egoista to ktoś, kto myśli o sobie, kieruje się własnym interesem. Każdy z nas jest trochę samolubem. Nie oszukujmy się.

Kiedy pojawił się na świecie mój Syn, a parę miesięcy potem zauważać zaczęłam pierwsze oznaki jego gotowości do spożycia pokarmów innych niż mleko rodzicielki, pomyślałam: piękne rzeczy, kończą  się dobre czasy i moje lenistwo


Właściwie do tamtego momentu czynności jakie musiałam wykonać, w kwestii przygotowywania jedzenia dla malca, to odpięcie stanika i ewentualnie uchylanie bluzki. Pewnego dnia zachciał więcej. Nie powiem, strach był. Teoria, teorią, ale jak się do tego zabrać w praktyce?

Opcje były dwie: gotujemy lub podajemy gotowce. Gotowanie? Nieee, przecież trzeba się wysilić!
Zadałam sobie pytanie:

Co ja będę miała z tego, że mu dam słoik?

Przez parę miesięcy trochę mniej sprzątania w kuchni. Mniej gotowania, starań.
A ja w tym czasie będę jeść co innego, to co lubię, a nie jakieś tam bez smaku dla dzieci potrawy.

Refleksja taka mnie naszła…

Synek i tak za kilka miesięcy będzie chciał moje jedzenie, będzie chciał jeść je rękami, będzie się brudził.
I co ja mu wtedy zaproponuję? Nie będę umiała przygotować mu adekwatnych potraw. Nie chcę, żeby jadł to, co do tej pory jem ja. Czyli na szybko, w biegu, a czasem byle jak. Nie chcę tak już!

Wnioski? Wykorzystam ten czas dla siebie w celu
- rozwinięcia umiejętności kulinarnych
- zmianę własnych nawyków żywieniowych (kiedy, jak nie teraz)

Chyba nie jestem jednak taką do końca egoistką, bo myślę nie tylko o sobie, ale też o moim dziecku. Przecież chcę, żeby moje dziecko było zdrowe i wykształciło dobre zwyczaje żywieniowe. Przykład idzie z góry, a dzieci naśladują rodziców we wszystkim.

Zmiana nawyków żywieniowych to proces długotrwały

Najlepiej, kiedy zmiana nie dzieje się gwałtownie, można się szybko zniechęcić i odmiana nie bywa trwała. Bobas, jak wiadomo degustuje stopniowo, więc jest to idealny czas dla całej rodziny, aby przyjrzeć się naszym zwyczajom i spróbować zrobić coś inaczej.

Dobra, przyznaję, od początku miałam swoje zdanie na temat słoiczków. Nie uważam ich za samo zło. Owszem, mogą być przydatne. Zdarzyło mi się skorzystać z dań gotowych dla dziecka. Lecz nigdy nie było takie pożywienie podstawą żywienia, a jedynie jego uzupełnieniem w wyjątkowych sytuacjach. Jest to żywność dość mocno przetworzona, pozbawiona naturalnych wartości, o kolorze, smaku i konsystencji nie wspominając. Podobne zdanie, a raczej gorsze mam o kaszkach w których owocowy jest tylko smak, jogurcikach nie przechowywanych lodówce, czyli nie mających z jogurtem nic wspólnego i soczkach pełnych cukru. Są dopuszczone do sprzedaży i podawania niemowlętom, jednakże nie powinny być podstawą diety dziecka. 

Każda mama stoi przed takim wyborem. Przecież jedzenie gotowe takie „bezpieczne, przebadane, najlepszej jakości”. Rozumiem normy na pestycydy. Ale woda, powietrze i ziemia są takie same dla wszystkich roślin. Przecież tych na słoiczki nie hodują na innej planecie. Spróbowałam kilka razy deserek. Jakiś taki słodki. Bardzo słodki. Zwykłe starte jabłko nie było tak słodkie, jak owoc ze słoika. Oczywiście producent trzyma się norm, skład 100% jabłka w jabłku. Tylko kto im udowodni ile w tym jabłku jabłka zagęszczonego, ile dodatkowej fruktozy? Kto im zabroni użyć najsłodszej odmiany, najbardziej dojrzałych okazów? A preferencje smakowe, m.in. dotyczące smaku słodkiego, tworzą się od samego początku. Słodki, jak wiadomo, uzależnia.

Zmień zwyczaje żywieniowe rozszerzając dietę swojego malucha

Przez swój zdrowy egoizm, przez chęć skorzystania z okazji, przez to, że chcę najlepiej dla mojego dziecka – zaczęłam tworzyć proste potrawy od podstaw. Na początku, ściśle trzymając się przepisów z czasem doszłam do większej wprawy. Zakupy robię teraz jeszcze bardziej uważnie, to mój nawyk, zawsze sprawdzam etykiety. Unikam żywności przetworzonej. Gotowana na parze marchewka zaczęła mi smakować. Czerpię przyjemność z poznawania nowych przypraw, ziół. Piekarnik sprawia, że cały dom wypełnia się zapachem. Mój syn je razem ze mną i to co ja.  Nie muszę go zabawiać, żeby zjadł. To tylko niektóre korzyści ze wspólnego jedzenia. 

Polecam Wam wszystkim, to jest łatwe, to się sprawdza!





Będzie mi niezmiernie miło jeśli zalakujesz fanpejdża na FB, udostępnisz post lub skomentujesz. 
Wtedy wiem, że jesteś, czytasz i dajesz mi sygnał do działania :).


6 komentarzy :

  1. I bardzo dobrze! Samodzielnie przygotowane jedzenie jest o wiele lepsze nie tylko dla tych najmłodszych;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsze są domowe pokarmy, a nie słoiczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy pierwszym dziecku korzystałam ze słoiczków. Ale przy drugim i trzecim dziecku gotowałam już. To nic trudnego przecież a o wiele smaczniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie zamierzam mojego 3-miesięcznego syna karmić żarciem ze słoiczków. Nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę jest w środku. Na święta zażyczyliśmy sobie od rodziców robota kuchennego, więc przygotowywanie przecierów nie powinno być skomplikowane;) I masz rację, że wprowadzanie dziecka w świat jedzenia to świetny moment, by przyjrzeć się temu, co my mamy na talerzu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha! Jak jak ja, ale mój mąż.. on swoich nawyków nie chce zmienić.. :/ Zobaczymy jak to będzie.. Ja też dzięki dziecku zmieniam nawyki, dodatkowo mądruję się rodzinie, jak to oni źle jedzą.. :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje dziecko przestalo lubic jedzenie ze sloiczkow (na szczęście wiele ich nie dostała) a ja mam coraz wiecej frajdy w kuchni

    OdpowiedzUsuń