sobota, 2 stycznia 2016

Mycie okien a wewnętrzna motywacja



Chciałam Wam opowiedzieć, jak umyłam okna w domu i sprawiło mi to przyjemność. Pomyślicie sobie: kura domowa, no już nie ma o czym pisać, tylko o myciu okien!

Tylko tym razem nie chodzi mi tu o okna same w sobie. Mam na myśli motywację. Wewnętrzną.

Otóż Święta za pasem. Wykreśliłam z planów mycie okien. Co z tego, że przez ostatnie kilka miesięcy mieliśmy w pobliżu plac budowy i nic już przez nie nie widać. Co z tego, że Mama Mamy i Mama Mamy Mamy i pewnie jej Matka też (nie znałam, ale dam głowę, że na pewno!) zawsze miała umyte okna na Święta! Nagle ostatni głos zewnętrznej motywacji zamilkł, albo właściwie nabrał innego tonu. Otóż Mama Mamy, czyli moja własna rodzicielka, jakby to ująć, pozwoliła mi nie stresować się brudnymi oknami. Nie myj, zimno jest. Nikt nie zauważy. A przecież Matka wie najlepiej :). Fakt, co prawda, Wigilia u nas, ale wieczorem ciemno, poza tym częściowo będzie pozasłaniane. Następnego dnia to my gościmy u rodziny, więc na owe szyby nikt nie będzie musiał spoglądać. Choinka ważniejsza, pierniki i reszta. Okien nie ogarniam, szkoda energii, pomyślałam.

Aż tu nagle wyszło słońce. Popatrzyłam na świat, jaki piękny. Jaka w grudniu trawa zieloniutka, jakie ładne bratki kwitną! A jak pięknie to wszystko by wyglądało, gdyby było można rozpoznać gatunek owego kwitnącego kwiatka z poziomu domu! Jakiś taki zamazany małymi mackami, a z drugiej strony, jakby pochlapany, przykurzony. Szybka decyzja. Drabina, płyn cud-maszynka do mycia okien. Ubieram Wu i wychodzimy! 10 stopni na dworze, wiosna! Wchodzę na drabinę, maszynka nie działa, cholera! Dobra, nie musi być dokładnie. Skoro w ogóle nie musi być, to jak będzie trochę, to już coś. Papier w rękę i jedziemy… Oblecieliśmy tak dom wokół. Młody pchał się na drabinę, trzymał mnie za nogę, ale się udało! Zażyłam sportu na świeżym powietrzu, Młody zasnął potem momentalnie, wybiegał się wcześniej, dotlenił. Co z tego, że wcześniej znalazł kałużę, co z tego, że wsadził tam łapki po łokcie i musiałam go przebierać. Co z tego, że wiatr porywał mi rolkę ręczników papierowych, a jak ją znalazłam, to pan Kot rozwinął już ją do połowy i bawił się na dobre. To wszystko nie ważne, bo ja mam w końcu czyste okna!




Pracujmy nad naszą wewnętrzną motywacją. Nie zabierajmy jej dzieciom. Pozwólmy im się cieszyć kiedyś w przyszłości z umytych okien, a wcześniej z poukładanych zabawek i namalowanego własnoręcznie obrazka. Ze zrobienia czegoś, bo one tak chcą, a nie my. Nie dla rodziców (Babci, Wujka, nauczycielki), ale dla siebie, dla własnej satysfakcji. O dzieciach następnym razem.

Weszłam na piętro, okna nie umyte. Wewnętrzna motywacja mówi mi >spójrz w inną stronę< . Od razu lepiej! :)

I jeszcze jedno. Dlaczego byłam na takim haju po zwykłym myciu okien? Zobaczcie co na ten temat ciocia Wikipedia:
"Czynności motywowane wewnętrznie prowadzą do specyficznego stanu umysłu, nazywanego poczuciem przepływu (ang. flow), które polega na utracie samoświadomości i poczucia upływu czasu oraz na koncentracji na samej czynności wykonywania zadania, z odsunięciem na drugi plan jego rezultatu. Stan taki jest przyjemny i może być wzbudzany także przez narkotyki i inne używki, ćwiczenia fizyczne itp. Badania pokazują jednak, że czynności dostarczają więcej przeżyć typu flow niż używki." *
(*https://pl.wikipedia.org/wiki/Motywacja_wewn%C4%99trzna)

3 komentarze :

  1. Jedyne prace domowe, jakie sprawiają mi jakąś przyjemność to prasowanie :)

    OdpowiedzUsuń