poniedziałek, 7 grudnia 2015

On z Tobą śpi?!


Tak, dałam się zmanipulować, owinąć wokół palca. Tak, wszedł mi na głowę i robi ze mną co chce!


Mój Syn ze mną śpi, a właściwie obok.


Muszę Was wyprowadzić z błędu. Niemowlę i małe dziecko nie potrafi manipulować, wymuszać, owijać wokół palca. Jego psychika nie jest na tyle rozwinięta. Takie maleństwo potrafi natomiast domagać się spełnienia swoich potrzeb, jedną z głównych jest potrzeba bliskości. Jeśli trzeba to domaga się dobitnie. Tak je stworzyła natura. MATKA natura, żeby była jasność, a każda matka kocha swoje dziecko.

Wokół tematu spania, zasypiania, usypiania, wreszcie trenowania snu niemowląt narosło wiele kontrowersji.


Pamiętam, jak kilka lat temu dziwiłam się koleżance, która opowiadała, że śpi w łóżku z córeczką. Miałam na ten temat własne zdanie. Zdanie zmieniam czasem, jak się okazało.

Nie ukrywam, że temat odpływania w krainę Morfeusza był dla mnie bardzo ważny, już na długo zanim mały Wu pojawił się na świecie. Jak każdy lubię się wyspać, wiem, że to warunek normalnego funkcjonowania. Przecież to naturalne, że każdy młody rodzic, chciałby być wypoczęty, by móc właściwie zająć się niemowlęciem. Wydawało mi się to proste i oczywiste. Znalazłam kilka poradników, byłam nimi zachwycona! Podały mi instrukcje, krok po kroku, opisały fazy snu, potrzeby dziecka. Nic tylko zastosować i wdrożyć!

Mały Wu od początku miał swój pokój. My z Em naszą sypialnię. Przecież rodzice powinni posiadać przestrzeń dla siebie. A dziecko swoją. Tapczan i fotel do karmienia stanęły obok łóżeczka. Od początku wiedziałam, że chcę karmić piersią. Założenie było takie, że daję się najeść, odkładam i dziecię śpi. Nawet działało. Przez dwa pierwsze tygodnie, mój mały Wu (jak większość noworodków) tylko jadł i spał. Czasem spojrzał na świat i spał dalej. Do karmienia w nocy wstawałam standardowo, co 3 godziny. Z czego prawie całą pierwszą godzinę zajmowało karmienie i zmiana pieluszki. Potem odkładałam Malca i szłam spać na tapczan obok. To miał być stan tymczasowy, 3-4 miesiące. Przecież łatwiej będzie mi się przenieść do swojej sypialni, niż przyzwyczajonego malca wyprosić z małżeńskiego pokoju, sądziłam naiwnie. Po około 3 tygodniach karmienia w fotelu na siedząco wymiękłam. Notorycznie przysypiałam, bałam się, że Młody wyleci mi z objęć. Zaczęłam karmić na leżąco na tapczanie. Olśniło mnie. Odkryłam JAKIE TO WYGODNE! W związku z tym, że Ssak ssał dłużej niż byłam w stanie utrzymać oczy na zapałki, by nie kimnąć… zasypiałam. Coraz częściej. Bałam się, że podczas snu mogę skrzywdzić Maleństwo, jednocześnie byłam niezwykle czujna i pewna tego, gdzie kończę się ja, a zaczyna Wu. Budziłam się w nocy, uświadamiałam sobie, że śpimy razem i czym prędzej odnosiłam Malucha do jego łóżeczka, bo przecież nie chciałam go przyzwyczaić do wspólnego spania!

Rodzicielstwo bliskości? Współspanie? Cosleeping? Jakaś kolejna teoria napawała mnie sceptycyzmem.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła czegoś o kotach. Przepraszam, jeśli takie porównania kogoś urażają. Zwierzęta działają instynktownie, naturalnie. Obserwowanie ich wiele może nas nauczyć. Wpatrywanie się w zwyczaje mojej kotki i jej pięciorga kociaków upewniło mnie w tym, że niektóre moje wybory są właściwe.

Otóż kotki się rodzą i od początku cały czas są z mamą. Śpią wszystkie razem wtulone w rodzicielkę. Piją mleczko, kiedy najdzie je ochota. Czują się bezpiecznie we wspólnym gniazdku. Spróbuj wyjąć takiego malucha z legowiska. Zacznie płakać, piszczeć, będzie się trząsł. Poczekaj chwilę, dwie. Jeśli starczy Ci cierpliwości i nie ogłuchniesz do tego czasu, to pewnie kotek zmęczy się i uśnie. Nie chcę myśleć, jaki wcześniej przeżyje stres. Nie mówiąc o tym, że jego matka znajdzie go i prędzej rozszarpie ciebie niż pozwoli na rozpacz i strach swojego malca.

Kotki rosną i uczą się samodzielności. Z czasem zasypiają wtulone w siebie nawzajem, zaczyna wystarczać pluszowy szczurek, a poczucie bezpieczeństwa może zapewnić im rąbek znajomego im kocyka. Chyba morał nie potrzebny.

Wróćmy do ludzkich realiów. Otóż po kilku miesiącach odkładania do łóżeczka, mały Wu stał się nieodkładany. Dawał znaki całym sobą, że jeśli ma zasnąć, to ma czuć się bezpiecznie (czyt. czuć bliskość mamusi lub tatusia).  Stosowałam różne sposoby, aby usnął, ale zawsze odłożony do własnego łóżeczka otwierał oczy i płakał. Bardzo. Przewertowałam wszystkie fora, szukałam artykułów, porad innych mam. Spróbowałam wszystkich metod, nie ze wszystkich jestem dumna… Potem zaczęłam zagłębiać się w tematykę dziecięcych potrzeb. Wzięłam udział w warsztatach rozwoju kompetencji rodzicielskich. Postanowiłam wsłuchać się we własne dziecko i siebie. Odpuściłam. Odrzuciłam wszystkie znane teorie. Postawiłam swoją intuicję i przekonania  ponad wszelkimi dobrymi radami, typu: „nie noś, bo się przyzwyczai”, „nie przytulaj tyle, bo się nie odpędzisz” i zaczęłam przytulać! I nie mam ochoty się odpędzać. Przestałam walczyć ze sobą o to, że moje dziecko ma spać samo i koniec kropka, bo co? Bo ktoś tak napisał? Bo ktoś tak chce? Wierzcie, albo nie, ale zadziałało i jest cudownie.

W międzyczasie okazało się, że są inne książki o śnie niemowląt. Nie rzucają się tak w oczy, bo obejmują temat szerzej, a słowo „sen” nie występuje w tytule. Jak pisze jedna z autorek: rodzicem się jest i w dzień i w nocy. Podoba mi się, że publikacje, jakie odnalazłam podczas moich dociekań w kwestii snu pozostawiają rodzicowi przestrzeń na własne przemyślenia, nie narzucają gotowych reguł.

Kiedy Wu skończył rok, przestawiłam jego łóżeczko do naszej małżeńskiej sypialni. Zdjęłam boczną ściankę i dosunęłam do naszego dużego łóżka. Od tamtej pory jesteśmy razem we trójkę. W końcu jest mi wygodnie, w końcu mam obu swoich facetów obu obok siebie. A ja uwieeeelbiam, kiedy Wu w nocy szuka mnie rączkami, albo wtula się we mnie i zasypia. Karmienie piersią jest dużo łatwiejsze, kiedy nie muszę wstawać  (tak, JESZCZE karmię, a o tym TU). A kiedy robi się niewygodnie, po prostu przesuwam go na jego łóżeczko.

To wszystko chyba z lenistwa, bo lubię wygodę.

Gdybym mogła cofnąć czas…

Nie żałuję niczego, bo wszystko co się wydarza, uczy nas nowych rzeczy. Gdybym jednak miała teraz decydować o rozkładzie mebli dla bobasa, to zmieniłabym te ustawienia. Jego łóżeczko stanęłoby od początku obok naszego. Od razu ze zdjętą barierką. To o wiele wygodniejsze niż wielokrotne wstawanie w nocy!

Mam to szczęście, że jestem na co dzień z moim Synkiem, więc spanie blisko siebie i prośby o świeże mleczko o 5 rano mnie nie przerażają, bo nie muszę o 6 wstawać do pracy. Dodatkowo po takim pierwszym śniadanku mojego Malca nie martwię się, aby od razu zrywać się i szykować mu jedzenie. Rano czytamy w łóżku książeczki, kokosimy się jeszcze trochę i na spokojnie zaczynamy wspólny dzień.

Dzieci są różne, mają różne potrzeby. Różni są rodzice. Każdy z nas ma swoje granice, swoją własną przestrzeń, którą zarządza w najlepszy dla niego sposób. Teorię spania, tudzież nie spania razem, spania w poprzek, po przekątnej, czy inną… każdy ma swoją. Najlepiej wypracować własny model, wygodny i zgodny z naszymi odczuciami, możliwościami.




3 komentarze :

  1. To prawda że każdy ma własny model w kwestii snu niemowlaka. U nas mały od początki w swoim łóżeczku (może to zasługa tego, że jak skończył 2 miesiące zaczął praktycznie przesypiać całą noc), rano o 5 po karmieniu już w łóżku z mamusią ;) Mój mąż chciał żeby Syn spał z nami w łóżku. Ale ja się bałam że go przygniotę (na prawdę wpadam w mocny sen jak jestem zmęczona) i na to nie pozwoliłam. Gdy mały jest chory, lub ząbkowanie daje się we znaki, Mały śpi z nami, nie mamy problemów by po wszystkim znów zaczął spać w swoim łóżeczku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze taka informacja :)
    Nominowałam Cię do zabawy LIEBSTER BLOG AWARD 2015 :) Zapraszam do wzięcia udziału. Wszystkie informacje na moim blogu.
    http://matkanaprowincji.blogspot.com/2015/12/liebster-blog-award-2015-czyli-czuje.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ogromnie mi miło! :) Niebawem zabieram się za odpowiedź!

      Usuń