środa, 10 czerwca 2015

A ty JESZCZE karmisz piersią?!


fot. Małgorzata Sosnowska


Często słyszę to pytanie. Zbyt często. A zaraz po nim kolejne: jak długo jeszcze? I to zdziwienie w głosie. Czasem jestem postrzegana jako uciemiężona matka polka, tudzież jakaś inna odstająca od reszty. Jeśli o to samo pytają cię wszyscy (tak, WSZYSCY napotkani! rodzina, znajomi - nawet ci sami, po kilka razy, w niewielkich odstępach czasu, wreszcie - obcy ludzie), to masz ochotę odrzec im albo coś głupiego, albo żartobliwego, albo powiedzieć, że to nie ich sprawa.
Ale to jednak jest sprawa nas wszystkich. Pytania te wynikają nie zawsze jedynie z ciekawości, lecz często z niewiedzy, nieświadomości. Tak, niestety niebywale rzadko naszemu społeczeństwu podawane są rzetelne informacje na temat karmienia naturalnego. Dużo częściej jesteśmy atakowani przez koncerny produkujące mleko modyfikowane, które jest wciskane już w szpitalach. Z góry informuję - nie mam nic przeciwko mamom karmiącym mieszankami. Ale nie lubię naginania prawa reklamowego, wmawiania, że po 6 miesiącach "mamom pomaga" firma X. Nie lubię kiedy lekarze wypowiadają się w sposób niekompetentny. Nie akceptuję faktu, że mamom nie pomaga się na starcie. I hit - mit sezonu powtarzany niezależnie przez wiele osób - mleko mamy po 6 m-cach zamienia się w wodę! No jasne, u krów pewnie też? Czy tylko u ludzi takie cuda? :-p 


Moje ewoluujące "JAK DŁUGO?"



1. Zanim urodził się Mały W.

Miałam założenie - będę karmić pół roku. Bo wszyscy, bo potem już nie trzeba, bo moja swoboda ważna bardzo, a jakże. A jeszcze mu się spodoba i co to będzie! W dalszej kolejności jakoś szybko i bezboleśnie oduczę ssaka i oboje będziemy wolni i szczęśliwi. A i Tatuś się w końcu wykaże, jak równouprawnienie, to równouprawnienie.

W czasie ciąży chodziliśmy do szkoły rodzenia, były tam zajęcia o karmieniu piersią, a nawet ćwiczenia praktyczne. Dziwnie czułam się, udając, że plastikowa lalka to coś, co łapie mnie za cyca, ale przynajmniej poznałam podstawowe pozycje. Warto było.


2. Intensywne początki


W szpitalu
Jeszcze przed porodem zbierałam fakty na temat karmienia. Chciałam dobrze zacząć, szybko zorientowałam się, że początki są istotne. Już pierwszego dnia okazało się, że coś nie gra. Obserwując wnikliwie siebie i Malca, znając możliwe przyczyny problemów ze ssaniem zorientowałam się, że chyba coś nie tak z wędzidełkiem podjęzykowym. Lekarka potwierdziła. Następnego dnia wykonano zabieg podcięcia i dzięki temu udało się uratować sprawę. Młody załapał jak się to robi i potem było już tylko lepiej :).

Świadomie wybierając Szpital Przyjazny Dziecku (o tym, co to czytaj -> TU) mogłam liczyć na położne, które cierpliwie pomagały od początku.

W domu
Pierwsze noce nie są łatwe, nie ma co się czarować. Dla kogoś, kto nie jest przyzwyczajony do łapania snu porozrywanego w strzępy. Ale bez względu jak karmisz, budzisz się i tak. Na każdy oddech i kwilenie maleństwa. Tak nam matkom robią hormony z głową. Na początku dziecię je często i długo. Przerażało mnie to, bo wyobrażałam sobie, że taka sytuacja może trwać wieki. Na szczęście z każdym tygodniem karmienia się skracały, Malec spał więcej, a samo przystawianie do piersi przestawało być jedynie obowiązkiem, a stawało się tylko naszymi wspólnymi chwilami.

Poza domem 
Na początku był chaos. Standardowy obrazek, dziecko wrzeszczy, bo głodne, a my pędzimy przez pół piętra w centrum handlowym do pokoju "mam z dzieckiem", a tam - zajęte. Biegniemy na kolejne piętro, z wózkiem szukamy w popłochu windy, docieramy w końcu na miejsce, a tam - remont! Po miesiącu takiej bieganiny, ukrywania się, zarzucania kocyków na głowę biednego przyduszanego maleństwa, stwierdziłam - nie chcę tak. Moje wyjścia z domu nie mogą ograniczać się do polowania na kanciapy przy toaletach! Na szczęście przyszło lato, a z nim przyjemne ciepełko i proszące się o przycupnięcie ławeczki w parkach, przed knajpkami. Okazało się, że ludzie są życzliwi, uśmiechają się, nie mają nic przeciwko. Mam to szczęście, jako jedna z niewielu, że do tej pory karmiąc wszędzie (restauracja, plaża, pociąg, kościół) nie spotkałam się z niemiłą sytuacją, może dlatego, że zawsze staram się karmić dyskretnie.

I tu mi pasuje cytat z Woodiego Allena:




Karmiące cyce na ulice 

W dużej mierze dzięki dziewczynom z facebookowej grupy wsparcia Karmiące cyce na ulice poznałam zalety karmienia, jego wartość. Dzięki mocy ponad 5 tysięcy mam, ich doświadczenia, poznania ich codzienności, budowałam swoją pewność siebie w karmieniu. To im zawdzięczam moją swobodę karmienia w miejscach publicznych, co wcześniej wywoływało u mnie skrępowanie.

W międzyczasie warsztatach z doskonalenia kompetencji rodzicielskich poznałam kilka fajnych mam i one prawie wszystkie też karmiły/ karmią rok i więcej!  I nie są nawiedzone! Jupiii, nie jestem jedyna, jednak jestem normalna! :)



3. Jedzenie zawsze dosłownie pod ręką :-)

W dodatku ciepłe i gotowe do podania. Bez zbędnych przygotowań, sprzętów, wyparzania. Gdziekolwiek, kiedykolwiek. Wybawienie podczas ząbkowania, choroby, czy innego braku apetytu. Po prostu cyca się nie odmawia :)


4. Jest nam z tym po prostu FAJNIE

Wbrew temu, co myślałam na początku mojej drogi laktacyjnej, czuję się bardzo swobodnie i niczym nie ograniczona. Młody może spokojnie obyć się bez cyca nawet cały dzień, nie mam z tego tytułu nawet większych rewolucji w staniku (początkujące mamy karmicielki wiedzą o czym mówię).

Karmię, bo mi wygodnie, bo jestem leniwa, czasem tak po prostu najłatwiej, najszybciej i najtaniej.

Nie wyobrażam sobie kolacji mojego W. bez tej bliskości, widoku wprowadzania go w totalny relaks, wspólnych, tylko naszych, choć krótkich już chwil tak niesamowitej bliskości.

5. Może jeszcze miesiąc, a może rok?

Dziś Mały W. ma 14 miesięcy. W zależności od potrzeb karmię go 2-3 razy w dzień i w nocy. Poza moim mlekiem oczywiście zjada normalne, stałe posiłki, pije wodę i inne napoje z bidonu. 

"Uzależni się, przyzwyczai, będziesz miała kłopot" słyszę czasem. A co złego w przywiązaniu dziecka do rodzica? Według aktualnej wiedzy długie karmienie piersią sprzyja zrównoważonemu rozwojowi emocjonalnemu. 

"Zasypia z cycem? Nie odzwyczaisz go potem!"
To usłyszałam na imprezie urodzinowej mojego W. od pewnej znajomej. I choć wcale nie było mi źle z tym ssakiem u boku codziennie wieczorem, to chyba z przekory postanowiłam zrobić eksperyment. Następnego dnia spróbowałam położyć Dziecia spać, bez rzeczonego cyca w buzi. Najpierw karmienie, owszem, ale potem do łóżeczka. I co? Udało się bez oporów! I tak zasypia codziennie, czasem nawet z Tatą :). Chyba, że ma gorszy dzień, ale to jak wszystkie maluchy, wtedy cyc jest jak balsam, koi i wycisza w sekundę.  

Jak długo jeszcze? Ile będzie trzeba. Jak długo oboje będziemy tego chcieli. Jak się ułoży. Ile Bozia da :) Tak na prawdę nie wiem tego. Tak mi się wydaje, że do 2 urodzin W., ale spytajcie za rok, może już nie będę karmić, a może JESZCZE  będę? 

A na koniec fakty. 






Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca, aby niemowlęta były karmione wyłącznie mlekiem matki do szóstego miesiąca życia. Po ukończeniu 6 miesięcy należy stopniowo włączać do diety produkty uzupełniające i karmić piersią do 2 roku życia lub dłużej.


Cytując za Europejskim Towarzystwem Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci (ESPGHAN)
"Celem, do którego należy dążyć, jest wyłączne karmienie piersią przez okres pierwszych 6 miesięcy życia, ale częściowe karmienie piersią, jak również krótszy czas karmienia piersią są cenne. Po wprowadzaniu pokarmów uzupełniających zaleca się kontynuację karmienia piersią tak długo, jak długo jest to pożądane przez matkę i dziecko." (2)

Stanowisko Amerykańskiej Akademii Pediatrii

Wyłączne karmienie piersią powinno trwać około 6 miesięcy. Karmić należy do 1 roku lub dłużej według życzenia. (3)

Karmię nie dlatego, że są takie zalecenia, ktoś tak wymyślił i tak trzeba. 


Karmię, bo to najlepszy prezent, jaki mogę dać mojemu dziecku. 

Mleko mamy, to najbardziej dostosowany do potrzeb organizmu malucha pokarm. To poczucie bezpieczeństwa. To inwestycja na całe życie!


(1) http://www.who.int/mediacentre/factsheets/fs342/en/

(2) J Pediatr Gastroenterol Nutr, Vol.49, No. 1, July 2009
(3) http://pediatrics.aappublications.org/content/129/3/e827.full.html













Brak komentarzy :

Prześlij komentarz